Wspomnienie Macieja Wilka o śp. Macieju Wacholcu.

wspomnienie-macieju

15 marca 2015 roku mija piąta rocznica śmierci Macieja Wacholca, naszego przyjaciela, nauczyciela, terapeuty i superwizora.

Będziemy pamiętać o Macieju jako współzałożycielu Pomorskiego Centrum Psychodynamicznego, inicjatorze rozwoju psychoterapii w Szczecinie, który swoim zapałem i wiedzą scalał różne środowiska terapeutyczne
O wrażliwym i mądrym przyjacielu.

Zespół Pomorskiego Centrum Psychodynamicznego.

Wspomnienia

Macieju,
miałam szczęście spotkać Cię w różnych miejscach i okolicznościach. W Poznaniu, gdzie przez chwilę byłeś studentem, a ja początkującą asystentką na UAM, w Szczecinie kiedy to mijaliśmy się w tych samych miejscach pracy, czy w praktyce prywatnej, którą rozwijaliśmy w jednym gabinecie . Lecz nie byłoby tej współpracy, gdybyś nie propagował lata temu idei terapii psychodynamicznej. Dzięki Tobie osoby ze Szczecina, w tym także ja- mogły uczyć się od najlepszych.

Byłeś inicjatorem i towarzyszem wielu szkoleń, warsztatów i konferencji. Scalałeś nasze szczecińskie środowisko, jednocześnie zarażając nas swoim entuzjazmem i wiedzą.

Myślę o Tobie nadal jako o towarzyszu podróży – dosłownie i w przenośni. Ta ostatnia, najtrudniejsza podróż zostawiła trwały ślad w mojej pamięci, ucząc pokory i nadziei.

Katarzyna Żabińska-Sikorska.

Wspomnienia żony Tamary

 

wspomnienie-macieju-2

Maciej urodził się 9.07.1967 roku w Iławie. W Suszu, miejscowości w której mieszkał, nie było szpitala. Pierwsze dni życia Maćka były dramatyczne, został zarażony gronkowcem i lekarze określili jego stan jako krytyczny. Wówczas tata oddał mu swoją krew i dzięki temu uratował dziecko.

Do szkoły podstawowej chodził w Suszu . Tam pracowała jako nauczycielka jego mama. Od początku był wielkim indywidualistą, bystrym, mądrym i wrażliwym chłopcem. Zawsze też lubił sport. Brał udział w licznych zawodach, biegając, grając w siatkę i kosza oraz w piłkę nożną. W klasie ósmej zajął I miejsce w Olimpiadzie Wojewódzkiej z chemii.

Miał niepokorny charakter. Należał do ZHP, ale w klasie VII „ zrzucił” mundurek na rzecz protestu- jako jedyny z uczniów. Mamie trudno było wytłumaczyć swego syna przed koleżankami….

W roku 1982 zaczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Iławie, w klasie o profilu matematyczno-fizycznym. Był uczniem bardzo zdolnym, osiągał najlepsze oceny. W latach licealnych postanowił nauczyć się j. angielskiego i codziennie przez 2 godziny uczył się w domu. Osiągnął poziom bardzo wysoki, co pozwoliło mu późniejszych latach być tłumaczem na licznych szkoleniach z psychoterapii. Okres liceum to także dla Maćka czas poszukiwań i rozwoju w różnych sferach. Bardzo dużo czytał (literatura klasyczna, religijna, antropologiczna), pisał poezję i teksty dla szkolnego zespołu alternatywnego rocka „Franz Joseph”, startował w konkursach przedmiotowych i sportowych. Odwiedzał też Jarocin, jeżdżąc na festiwale rockowe – gdyż pasjonował się także muzyką, kolekcjonując rzadko wówczas osiągalne płyty.

Maciej miał naturę poszukującą. Przez okres liceum był lektorem w Kościele, zgłębiał swoją duchowość. Lubił też medytację i spacery w samotności – wędrując po „suskich” lasach i łąkach (Susz to miasteczko urocze, wśród lasów, leżące nad jeziorem , z dużą ilością przestrzeni do wędrowania). Liceum Maciej ukończył egzaminem maturalnym w roku 1986. Mimo, że wyjechał na studia, a później nie powrócił na stałe do Susza, ciągle utrzymywał kontakt z rodzicami oraz o 5 lat młodszą siostrą. Był dla niej dużym autorytetem i prawdziwie wspierającym „ starszym bratem”.

Rodzice byli dumni ze swego syna i zawsze mogli liczyć na jego pomoc.

W październiku 1986 roku, Maciej podjął studia dzienne na Wydziale Leśnym Akademii Rolniczej w Poznaniu. Niestety, szybko się rozczarował, gdyż romantyczne marzenia o leśniczówce w leśnej głuszy – na pierwszym roku studiów były nieosiągalne.

Macieja frapowała najbardziej natura ludzka, stąd też zrezygnował z Leśnictwa i w roku 1987 zdawał egzaminy wstępne na psychologię na Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, w wyniku których został studentem. Tu zaczęła się jego zawodowa droga. Od początku prężnie działał – w 1988 roku został wiceprzewodniczącym Koła Naukowego przy UAM. Będąc na III roku był związany z zespołem Zakładu Socjalizacji i Wspomagania Rozwoju doc. Anny Brzezińskiej. W roku 1989 Maciej zaczął Dwuletni Program Szkoleniowy w zakresie Terapii Gestalt w Krakowie. W roku 1990/91 załatwił sobie urlop dziekański, aby wyjechać do Szwecji, do pracy. Zresztą, Maciej przez całe studia utrzymywał się sam, ciągle gdzieś „ dorabiał”, aby nie obciążać swoich rodziców. W trakcie trwania urlopu podjął także intensywny staż szkoleniowy w wyżej wymienionym Ośrodku. Pod koniec urlopu dziekańskiego Maciej zdecydował o przeniesieniu się do Krakowa, aby tam kontynuować studia i dalsze szkolenie. W 1991 roku podjął studia na IV roku psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podjął także pracę w Krakowskim Ośrodku Terapii. W roku 1991 został również redaktorem Kwartalnika Gestalt.

Ja, jego przyszła żona, także zaczęłam studia podyplomowe w zakresie Terapii Gestalt i ze Szczecina zaczęłam jeździć do Krakowa w roku 1990 roku. No i …… po pewnym interpersonalnym treningu z Januszem Kitrasiewiczem nasza grupa zapragnęła imprezy. Maciej był wtedy stróżem w Ośrodku w zamian za pokój, w którym mógł mieszkać. Janusz podpowiedział, że jest w ośrodku jeszcze jakiś chłopak, no i ktoś po niego poszedł. Impreza była przednia, a między nami zawiązało się uczucie, które rosło z każdym kolejnym zjazdem. Po kilku zjazdach, już szaleńczo zakochani, zapragnęliśmy być razem.

Najpierw ja rzuciłam wszystko i przeniosłam się do Krakowa z całym dobytkiem (mieszkaliśmy w jego małym pokoiku w tymże ośrodku). 29.12.1992 wzięliśmy ślub. Niestety, nie było perspektyw mieszkania w Krakowie i w lipcu zdecydowaliśmy się (Maciej z ciężkim sercem) przenieść do Szczecina, a konkretnie do Polic. Tam czekało na nas służbowe mieszkanie i praca. Tym razem to Maciej wszystko rzucił i przeniósł się w moje rodzinne strony. Maciej w tym czasie kończył pisanie pracy magisterskiej na UJ u doc. dr hab. Magdaleny Smoczyńskiej. Tytuł jego pracy brzmiał: „Lokatywne wyrażenia przyimkowe w mowie dziecka w wieku przedszkolnym” i 15.09.1993 roku Maciek obronił tytuł magistra psychologii.

W roku 1994 urodziła nam się pierwsza córka – Olga, a w 1996 Justyna. Maciek był wspaniałym ojcem- kochającym, wspierającym, wyrozumiałym. Dużo podróżował (szkolenia, kursy, praca), ale kiedy był w domu zawsze znajdował czas dla córek na zabawy, rozmowy, wspólne wakacje. Długo nie mógł się zaaklimatyzować w Szczecinie, żałował, że opuścił Kraków, ale i tutaj stworzył filię Krakowskiego Centrum Psychodynamicznego i czynnie współpracował z kolegami. Przez lata zbudował sobie silną pozycję, pracując w poradni, na Uniwersytecie, w służbie zdrowia, prowadząc prywatną praktykę i szkolenia.

Wspólnie lubiliśmy podróże i w każde wakacje wyruszaliśmy z córkami na wakacyjne wyprawy. Maciej lubił wędrówki po Tatrach, ale też zwiedzanie starych, zabytkowych kościołów, pałaców i innych pamiątek z przeszłości. Fascynowała nas zarówno Polska, jak i odległe zakątki Europy.

Maciej był wielkim indywidualistą, poszukiwał sensu życia i odpowiedzi na podstawowe pytanie egzystencjalne, za Albertem Camus „ Czy życie jest warte trudu, by je przeżyć ?” .

Bardzo dużo czytał, słuchał muzyki. Książki i płyty, a w ostatnich latach wino- to były najczęściej przez niego nabywane produkty. Rozwijał swą duchowość zgłębiając różne religie, był poważnie zaangażowany w buddyzm (lata studiów i pierwsze lata pracy). Potem powrócił do Chrześcijaństwa, gdyż uważał, że żyjąc w tej kulturze od wieków – w niej możemy wzrastać i rozwijać się. Bardzo dużo czytał literatury filozoficzno-teologicznej (Thomas Merton, Mistrz Eckhart, Święty Jan od Krzyża, Jan Paweł II, Simone Weill itd.). Czytał oczywiście także literaturę fachową z dziedziny psychologii i psychoterapii. Praca psychoterapeuty była dla niego pasją. W domu pozostała pokaźna biblioteka. Maciej miał krytyczny stosunek do świata, był wymagający zarówno wobec siebie, jak i otoczenia. Mimo, że znałam Macieja lat 18 i byłam jego żoną – pozostał dla mnie tajemnicą.

Jeśli chodzi o muzykę to prezentował szerokie gusta muzyczne. Najpierw muzyka rockowa. Ulubione zespoły to: The Doors, King Crimson, Led Zeppelin, Tom Waits itd. Potem – muzyka jazzowa : Miles Davis, saksofonista John Coltrane, Keith Jarrett, Cassandra Wilson, Tomasz Stańko. W ostatnich latach Maciej słuchał I nabywał muzykę klasyczną. Ukochanym jego kompozytorem był Mistrz Baroku Jan Sebastian Bach. Posiadał dzieła najwybitniejszych wykonawców jego utworów(dwie półki płyt, katalogi wszystkich dzieł zapisywał na komputerze). Tych nagrań szukał wśród koneserów. Inni kompozytorzy, których słuchał to: Mozart, Vivaldi, Monteverdi, Haydn, Chopin, Jordi Savall i wielu innych.

Ta sakralna muzyka oraz eseje teologiczne wprowadzały go na wyższe poziomy duchowości, trochę tak, jakby wyczuwał kres swojego życia i cel ku jakiemu zmierza . Tak teraz o tym myślę, ale dlaczego stało się to tak wcześnie?

Jednocześnie Maciej doceniał urodę życia, był wielkim smakoszem i znawcą wina. Bardzo dużo o tym czytał, prenumerował Magazyn „Wino”, znał się na najlepszych winnicach, szczepach winogron i rejonach, w których dojrzewały. Kupował i sprowadzał dobre wina, a potem przy muzyce i dobrym jedzonku degustowaliśmy te trunki. Bardzo lubił kino, często oglądaliśmy razem filmy. Jego ulubione to : „Czas Apokalipsy”, „Lot nad kukułczym gniazdem” czy „Ojciec chrzestny”.

Ukochanym twórcą Macieja był Czesław Miłosz. Mamy wszystkie jego dzieła, które wyszły (powieści poezje, eseje). Odpowiadał Maćkowi jego sposób patrzenia na świat i jego przeżywanie. Inni ulubieni autorzy to: Hermann Hesse, Franz Kafka, Umberto Eco i wielu innych.

Maciej był perfekcjonistą, zarówno w rodzinie, jak i w pracy terapeutycznej. Wielu pacjentów po jego śmierci, przesłało do mnie słowa wdzięczności i podziękowania.

Był człowiekiem skrytym o bardzo bogatym świecie wewnętrznym, czasami niedostępnym nawet dla najbliższych.

Ostatnie 2 lata życia były bardzo trudne. Jakieś fatum zawisło nad Maćkiem i naszą rodziną. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale to było jak jazda po równi pochyłej, aż do otchłani śmierci (wypadek samochodowy, depresja, problemy ze zdrowiem, w końcu ta strasznie agresywna choroba, no i koniec). Tak, jakby ktoś zaplanował taki czarny scenariusz. W czasie choroby byliśmy blisko siebie. Maciej zawsze niezależny, silny, zaradny – stopniowo tracił to wszystko. Nie było mu łatwo w nowej roli, ale wreszcie mógł sobie pozwolić na słabość, mógł przyjąć opiekę i troskę. Dzielnie i godnie znosił ten trudny czas.

Maciek cały czas mocno wierzył, że wywinie się śmierci, że wspólnie z lekarzami, rodziną, jego wiarą i nadzieją pokonamy chorobę. Jeszcze w ostatnich rozmowach z prowadzącym lekarzem pytał: „Panie doktorze, nie składamy jeszcze broni?”, chcąc usłyszeć, sugerowaną w pytaniu odpowiedź.

Odszedł wśród najbliższych, w swoim mieszkaniu 15.03. 2010 roku.

Mieliśmy wiele planów. Jednak los chciał inaczej. Dlaczego? Nikt nie zna odpowiedzi. Chcę jednak mocno wierzyć w to, że Maciej nie umarł, a jedynie zmienił miejsce…

żona Tamara

 

Wspomnienia Macieja Wilka

Półtora roku temu, 15 marca 2010 roku o godzinie 18.00 odszedł od nas Nasz serdeczny Przyjaciel, Maciej Wacholc. Zmarł po długiej chorobie, z którą dzielnie walczył przez ponad 8 miesięcy. Zostawił Rodzinę, a także swoich przyjaciół w głębokim smutku. Tak dużo nam wszystkim dawał, tak ważny był dla nas i tak wielką pustkę po jego stracie poczuliśmy.

Jednak nasz Przyjaciel Maciek, opuszczając ten świat wcale nie zostawił pustki. Pozostawił wiele spraw, które zrealizował, te które rozpoczął, a które przypadnie nam je kontynuować. Mam nadzieję, że wszystkim Jego przyjaciołom uda się godnie realizować Jego pomysły i idee, jakie Mu przyświecały. Przypadł mi zaszczyt wspominać naszego Przyjaciela Maćka. Zdaję sobie sprawę z ograniczonej formy i treści tych wspomnień. Piszę wspomnienia o Maćku, jakiego pamiętam, jakim był w trakcie naszej 20 letniej znajomości. Wiem jednak, że poniższy tekst jest tylko cząstką tego co można napisać o naszym Przyjacielu.

Dla wielu osób związanych z Krakowskim Centrum Psychodynamicznym oraz Polskim Towarzystwem Psychoterapii Psychodynamicznej, Maciek był osobą znaną, poważaną i bardzo lubianą. Nie wszyscy mieli jednak możliwość poznania Go bliżej, przebywania z Nim częściej, prowadzenia ciekawych rozmów, poznawania Jego sposobu patrzenia na świat czy wspólnych spotkań towarzyskich. Niech tych kilka słów uczyni Maćka bliższym i bardziej znanym. Maciej Wacholc urodził się 9 lipca 1967 roku w Iławie. Mieszkał w miasteczku Susz wraz z rodzicami i młodszą siostrą. Tam uczęszczał do Szkoły Podstawowej, którą ukończył w 1982 roku. Następnie podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w nieopodal położonej Iławie, którą zakończył w 1986 roku. W tym samym roku podjął studia dzienne na Wydziale Leśnictwa Akademii Rolniczej w Poznaniu. Z jednej strony wybór tych studiów zaskakuje, jako że Maciek w czasie nauki w liceum poświęcił bardzo dużo czasu na naukę języka angielskiego, pragnąc studiować filologię angielską.

Z drugiej strony wybór pracy w leśnictwie mógł podkreślać Maćka romantyzm. Maciek wielokrotnie wspominał, jak to w czasach szkolnych wędrował przez okoliczne lasy i łąki. Zawsze lubił przebywać na łonie natury czytając książki, czy tomiki wierszy, zagłębiając się w rozważaniach nad ludzkim jestestwem. Wszyscy znamy Maćka, który był psychologiem i cenionym psychoterapeutą. W roku 1987 przerwał studia na Wydziale Leśnictwa i zdał egzaminy wstępne na studia psychologiczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od razu dał się poznać, jako student bardzo twórczy, pracowity i aktywny.

Już z początkiem 1988 roku został wiceprzewodniczącym Koła Naukowego Psychologów przy UAM. W ramach tej aktywności był również redaktorem Biuletynu Informacyjnego. W trakcie III roku studiów szczególnie związał się z Zakładem Socjalizacji i Wspomagania Rozwoju pani docent Anny Brzezińskiej. Już w trakcie studiów akademickich Maciek zaczął szukać dróg rozwoju w obszarze psychoterapii. I tak w 1989 roku został uczestnikiem pierwszej edycji „Dwuletniego programu szkoleniowego w zakresie terapii Gestalt” prowadzonego przez krakowski Ośrodek Terapii Gestalt. Kończąc owo szkolenie w grudniu 1990 roku, Maciek postanowił wziąć urlop dziekański i przez rok podjąć intensywny staż szkoleniowy w w/w ośrodku. W tym czasie jako kotrener współprowadził zajęcia grupowe a następnie już jako samodzielny trener prowadził kilka programów szkoleniowych i treningów psychologicznych, będąc w stałej współpracy superwizyjno-szkoleniowej z śp. mgr Jackiem Pierzchałą, ówczesnym dyrektorem Ośrodka Terapii Gestalt.

Pod koniec trwania urlopu dziekańskiego Maciek zdecydował o tym, że pozostanie w Krakowie, w związku z czym, w październiku 1991 podjął studia na IV roku psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Równocześnie podjął pracę w nowopowstającym Krakowskim Ośrodku Terapii dla Dzieci, Młodzieży i Rodzin, początkowo w Zespole Systemowej Terapii Rodzin, a następnie w Zespole Terapii Młodzieży. Również w październiku 1991 roku został redaktorem kwartalnika „Gestalt”, wydawanego przez Polskie Stowarzyszenie Psychologów Praktyków. W piśmie tym był odpowiedzialny za prezentowanie współczesnych trendów w psychologii humanistycznej i transpersonalnej. Obie prace prowadził do 1993 roku. W okresie od stycznia do lipca 1992 roku Maciek był uczestnikiem szkolenia „Wstęp do psychoanalizy w ujęciu Lacana”, prowadzonym przez dra Krzysztofa Pawlaka, członka Polskiego i Europejskiego Stowarzyszenia Psychoanalizy. Między styczniem a majem 1993 brał również udział w szkoleniu „Podstawy systemowej terapii rodziny” prowadzonym przez Zespół Terapii Rodzin Krakowskiego Ośrodka Terapii. W 1993 roku Polskie Stowarzyszenie Psychologów Praktyków utworzyło nową instytucję na terenie Krakowa pod nazwą Centrum Psychoedukacji i Promocji Zdrowia, którego pierwszym kierownikiem był właśnie Maciek.

Celem CPiPZ była koordynacja psychologicznych zajęć szkoleniowo-terapeutycznych w ramach Programu Profilaktyki i Promocji Zdrowia na zlecenie Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej. W tym samym roku, we wrześniu, Maciek obronił pracę magisterską, napisaną pod kierunkiem pani docent Magdaleny Smoczyńskiej, pod tytułem: „Lokatywne wyrażenia przyimkowe w mowie dziecka w wieku przedszkolnym”. Praca ta dotyczyła zagadnienia wpływu semantycznego języka na strukturę systemu poznawczego i postrzegania rzeczywistości przez człowieka. W czerwcu 1993 roku, w ramach cotygodniowych spotkań seminaryjno-wykładowych odbywających się w Krakowskim Ośrodku Terapii, wygłosił wykład związany z zagadnieniami w/w pracy magisterskiej. Krakowski okres swoich studiów Maciek, oczywiście poza tematyką studiów psychologicznych, poświęcał na zgłębianie antropologii i etnologii. Interesowały go problemy międzykulturowych badań nad podobieństwami i różnicami w psychologicznym i społecznym w funkcjonowaniu ludzi, a w szczególności zagadnienia międzykulturowych odmienności w ujmowaniu i rozumieniu zjawiska normy i patologii psychicznej. Efektem tych zainteresowań było napisanie pracy na ten temat pod kierunkiem dra Bartłomieja Dobroczyńskiego z Instytutu Psychologii UJ i dra Lecha Ostasza z Instytutu Filozofii UJ.

Ale rok 1993 był dla Maćka znaczący nie tylko z powodu ukończenia studiów czy aktywności intelektualno-zawodowej. Był to również czas założenia rodziny. Dbając o życiowe warunki dla powiększającej się rodziny, Maciek przeprowadził się wraz ze swoją żoną Tamarą do Polic, gdzie od października podjął pracę w Poradni Zdrowia Psychicznego oraz Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Pracę w Poradni Zdrowia Psychicznego zakończył w 1994 roku. Jak już wspomniałem wcześniej, zdecydowana większość z nas zna Maćka jako psychoterapeutę i superwizora psychoterapii. Wcześniejsze doświadczenia zawodowe na tym polu, podobnie szkoleniowe, jak również środowiskowe inspirowały Go wciąż do poszukiwania swojej drogi w uprawianiu zawodu psychoterapeuty. Zatem w 1994 roku Maciek rozpoczął w krakowskim Ośrodku Psychoterapii Psychodynamicznej szkolenie pod nazwą: „Podstawy Psychoterapii Indywidualnej”, które ukończył w 1996 roku. Po jego ukończeniu podjął stałą współpracę z w/w ośrodkiem, współorganizując szkolenia, rozwijając je i pracując aż do 2010 roku.

Zawodowo można rzec, Maciek ciągle funkcjonował pomiędzy Policami i Szczecinem, gdzie prowadził psychoterapię i szkolenia, Krakowem gdzie realizował szkolenia i Wrocławiem, który mocno korzystał z jego działalności superwizyjnej. W trakcie swojej pracy zawodowej Maciek osiągnął Certyfikat Psychoterapeuty Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Niestety choroba i śmierć przerwały Jego starania o certyfikat Superwizora Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Jednocześnie Polskie Towarzystwo Psychologiczne doceniło wiedzę i doświadczenie trenerskie Maćka, przyznając Mu Certyfikat Superwizora Treningu. Poza tym, Maciek posiadał Certyfikat Psychoterapeuty Psychodynamicznego wydany jeszcze w latach 90-tych XX wieku przez Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Psychoanalizy i Psychoterapii Psychodynamicznej. Wspominając Maćka, muszę zaznaczyć, że miałem wielką przyjemność poznać go na studiach psychologicznych, na Uniwersytecie Jagiellońskim. Łączyło nas nie tylko zainteresowanie psychoterapią, zajęcia na studiach, szkolenia na które wspólnie uczęszczaliśmy ale również zainteresowania muzyką. Maciek mógł godzinami słuchać muzyki, na studiach i nieco później jazzu, potem zaś muzyki klasycznej, szczególnie Bacha, i jednocześnie rozmawiać o tej muzyce. Do słuchania muzyki nieodzowna była też zielona herbata, za którą Maciek przepadał oraz papierosy skręcane z holenderskiego tytoniu – do dzisiaj nie wiem, jak Maciek potrafił skręcać tak cienkie papierosy. Dla całego środowiska psychoterapeutów związanych z dzisiejszym Krakowskim Centrum Psychodynamicznym, Maciek był osobą będącą trzonem zespołu dydaktycznego. Każdy z nas mógł na niego liczyć w chwilach potrzeby, zawsze służył radą i pomocą. Był również duszą towarzystwa. Wszyscy mogliśmy korzystać z Jego poczucia humoru, żartów, dowcipów, które z dużą łatwością przychodziły mu do głowy.

Sytuacje towarzyskie, szczególnie te związane z wyjazdami wakacyjnymi, podczas których prowadziliśmy szkolenia, obfitowały w przeróżne, często już anegdotyczne historie. Nasi współpracownicy zawsze mogli liczyć na jakiś żart, małą prowokację. Słowem było miło. A do codziennego słownictwa kadry „kursowej” weszły słowa Maćka autorstwa, takie jak: pryskawka (prysznic), pragułka (spacer). Nigdy nie zapomnę pewnego wrześniowego wieczoru w Zakopanem podczas, którego w jednej ze znanych zakopiańskich knajpek, Maciek czytał w oryginale wiersze Siergiusza Jesienina. Nagle wokół naszego stolika zebrało się mnóstwo osób, zupełnie nam nie znanych, które z zaciekawieniem słuchały czytającego Maćka, jakby czas przestał mieć znaczenie, jakby liczyła się chwila, w której chciałoby się pozostać dłużej i dłużej. Przyznam, że wielokrotnie jeszcze bywaliśmy w tamtym miejscu, aby wieczorami po pracy, przy szklaneczce czegoś rozgrzewającego rozmawiać w gronie kadry, ale tamten wieczór zawsze wracał do nas zarówno jako wspomnienie, jak też w postaci zdumiewającej estymy w oczach obsługi knajpki. Warto wspomnieć, że Zakopane to nie tylko miejsce pracy, bowiem Maciek uwielbiał góry i bardzo często w nich spędzał swój wolny czas. Bywało, że część wakacji spędzał z całą rodziną właśnie wędrując po górach. Właśnie z Zakopanem wiąże się też pewne wspomnienie górskiej wędrówki, która aczkolwiek udana zakończyła się nadwyrężeniem stawów kolanowych. W efekcie nasz powrót do ośrodka przypominał słynną postać filmową, kreowaną przez niejakiego Borisa Karloffa. To zresztą stało się również słynnym powiedzeniem: „Chodzisz, jako Karloff.” Być może niewielu członków Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej wie, iż Maciej Wacholc był zdecydowanym orędownikiem jego powstania.

Zarówno mgr Janusz Kitrasiewicz, Prezes PTPPd, jak i Maciek Wacholc, byli głównymi aktywistami w rozwijaniu idei powstania takiego towarzystwa, które łączyłoby w swoich szeregach psychoterapeutów psychodynamicznych. Pomysł ten rozwijał się długo w głowach założycieli. Odbywały się spotkania, rozmowy, wymieniano poglądy na istotę funkcjonowania takiego towarzystwa. Pierwszy projekt statutu takiego towarzystwa był autorstwa Maćka. Pamiętam spotkanie w Tleniu, w Borach Tucholskich – był to chyba 2005 rok – kiedy to omawialiśmy w większym gronie ów pierwszy projekt statutu. Ostatecznie Polskie Towarzystwo Psychoterapii Psychodynamicznej zostało założone w 2007 roku. W 2008 formalnie zaczęło funkcjonować i Maciek Wacholc został członkiem Zarządu PTPPd. Dał się wtedy poznać, jako rzeczowy działacz Towarzystwa, zidentyfikowany z ideą jego powstania, dbający o środowisko psychoterapeutów psychodynamicznych w Polsce.

Miał wiele pomysłów, które starał się wdrażać w życie. W następnych wyborach został wybrany jako członek Rady Programowej PTPPd. Niestety choroba, która w tym czasie już Maćka zaatakowała, nie pozwoliła mu na wprowadzanie wielu interesujących pomysłów w zakres działalności Towarzystwa. Dziś władze Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej w dużym stopniu realizują wiele inicjatyw i pomysłów naszego Przyjaciela. Pamiętać należy też o działalności społecznej Maćka Wacholca na terenie całej Polski, na rzecz środowiska psychoterapeutów polskich zrzeszonych w Sekcji Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

W latach 2007 – 2010 Maciek był członkiem Zarządu Sekcji Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Dał się tam poznać, jako człowiek zaangażowany w sprawy polskiej psychoterapii, sprawy środowisk psychoterapeutycznych w miejscowościach, które nie są wielkimi skupiskami ośrodków terapeutycznych. Jak zawsze, bardzo podkreślał dbanie o merytoryczny poziom funkcjonowania ośrodków psychoterapeutycznych oraz szkolących w zakresie psychoterapii. Zdając sobię sprawę z ograniczoności tego tekstu, braku opisu wielu ważnych momentów z życia naszego Przyjaciela, których albo nie pamiętam albo nie znam, pragnę podkreślić, iż głównym celem była próba przybliżenia osoby naszego Drogiego Przyjaciela tym, którzy może nie mieli okazji znać go bardziej. Sporo osób zapewne pamięta Maćka Wacholca, jako psychoterapeutę, wiele jako dydaktyka uczącego psychoterapii, część jako superwizora, pomagającego w pracy terapeutycznej. Zapewne mnóstwo członków Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej, pamięta Go jako członka Zarządu, uczestnika corocznych Walnych Zebrań, corocznych Seminariów. Może niewiele osób miało przyjemność znać Maćka bardziej towarzysko. Wielka szkoda, bo był On duszą towarzystwa, zawsze ciekawie mówiący, dowcipny, zawsze koleżeński, uczynny.

Pisząc te słowa, widzę i wiem, jak trudno oddać wiedzę o Człowieku, którego znało się 20 lat w przeróżnych sytuacjach. Niemniej jednak, chciałbym aby tekst ten przyczynił się do większej znajomości Macieja Wacholca, aby zachęcił wielu z nas do rozmów o Nim, do kontynuowania jego pomysłów, do tego aby pamięć o naszym Serdecznym Przyjacielu tkwiła w nas i w naszych działaniach na rzecz rozwoju jednej z jego ważnych idei, czyli integracji środowiska psychoterapeutów psychodynamicznych w Polsce.

Maciej Wilk